Rozważanie niedzielne – 26.02.2016r.

Zbytnie troski

Bogactwo materialne a bogactwo życia… Pełna lodówka, spiżarnia, garderoba – to bogactwo materialne, ale nic z niego nie przyjdzie, gdy zabraknie ciała, które będzie trawił zdrowy apetyt i potrzeba odziania… Ciało to moje bogactwo życia…

Ciekawe dlaczego o najważniejszych rzeczach przekonujemy się dopiero wtedy, kiedy grozi nam poważny ich brak? W świecie pędu za pieniędzmi, bogactwem i władzą ciągle aktualne są słowa fraszki Jana Kochanowskiego szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz… Są sprawy bezcenne, z których wartości nie zdajemy sobie sprawy… przynajmniej do czasu…

Liturgia Słowa nie zachęca nas dzisiaj do „dziadowania”, do nieróbstwa czy braku dbania o życiowe potrzeby. Jezus jest realistą i twardo stąpa po ziemi – sam przecież pracował, nosił tunikę całodzianą, płacił podatki… Żyjąc na ziemi, trzeba się zaangażować w to, co do życia potrzebne! Dzisiejsza lekcja słowa Bożego uczy nas właściwej proporcji w tych staraniach.

O tym, że – co by nie powiedzieć o stanie naszego życia – mamy jednak dużo, przypominają nam dwie formy aktywności religijnej, w jakie zdarza się nam angażować: wielkopostne wyrzeczenia oraz pielgrzymki piesze.

W okresie Wielkiego Postu z zamiłowaniem podejmujemy postanowienia poprawy, często dotykające odmówienia sobie czegoś, co nas oplotło jak bluszcz i trzyma w swoim uścisku – chodzi o jakieś przyzwyczajenia, nałogi uprzykrzające życie albo marnujące nasz czas. Okazuje się, że potrafimy bez nich żyć i całkiem pięknie funkcjonować na rzecz innych… Może nawet robimy się lżejsi i na duchu (i na ciele) – podejmując te wyrzeczenia, uwalniamy się. Niestety, rzadko nam to daje do myślenia – i po czasie postnym wracamy do poprzedniego stanu, na nowo obrastając tym, co niepotrzebne…

Podobnie z pielgrzymką pieszą – zabieramy do bagażu tylko to, co jest niezbędne do przetrwania: ubiór, prowiant… Idziemy, męczymy się, modlimy, spotykamy z ludźmi – i nic złego się nie dzieje – tak się da żyć, to są sprawy najbardziej konieczne dla naszego funkcjonowania! A my w codzienności tyle czasu tracimy na rzeczy zbędne, dodatkowe, które nas oblepiają niczym muchy lep. Reklamy nas ogłupiają – stwierdzamy, że wszystko nam się przyda, zwłaszcza że jest w promocji… A potem nie mieścimy się w domu z przestrzenią do życia…

W tych dwóch wypadkach potrafimy nie troszczyć się zbytnio, a właśnie na to zwraca naszą uwagę Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii, powtarzając tę zachętę czterokrotnie! Troszczyć się należy o to, co do życia jest konieczne, ale wszelka przesada w tej trosce odbiera nam przyjemność z życia i chęć do życia…

Z drugiej zaś strony Jezus zachęca – starajcie się naprzód o królestwo Boga i Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Przy optyce naszego nadmiernego zapatrzenia w ziemskie potrzeby tracimy z oczu konieczność starania się dla Boga i Jego królestwa. I choć codziennie mówimy – mniej lub bardziej świadomie – przyjdź królestwo Twoje, to pewnie nie robimy nic, aby zadbać o to Boże królestwo. A potem zastanawiamy się i narzekamy na marną, bezowocną modlitwę… Patrzmy na Jezusa, On nam w wierze przewodzi – żyjąc na ziemi, uczciwie pracował, dbał o relacje rodzinne, przyjacielskie, sąsiedzkie, ale wychodził i poza to – spotykał się z ludźmi odrzuconymi poza wspólnotę, napiętnowanymi przez pochodzenie, chorobę czy zawód… Spędzał sporo czasu na modlitwie – ona była „ładowaniem” akumulatora duszy, aby pokonywać mury ludzkich ograniczeń, aby przeciwstawiać się utartym i niesprawiedliwym poglądom.

My może się i modlimy; skoro tu jesteśmy, to chyba tak trzeba powiedzieć… Ale czy modlitwa wypełnia nas mocą do wychodzenia naprzeciw innym ludziom, zwłaszcza tym poranionym, pogubionym w życiu? Przecież nie po to Bóg nas ogarnia, czyli przytula swoją łaską, żebyśmy ją chowali w sejfie serca, bo wówczas z pewnością to serce stanie się lodówką dla łaski, która jest tylko przechowywana, ale nie przekazywana innym… Myślę, że są wśród nas tacy, którzy doświadczyli na sobie mocy słów: Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Bliskość Pana Boga jest nam dawana po to, abyśmy się nią dzielili z tymi, którzy doświadczają samotności, cierpienia, choroby, odrzucenia! Nie bądźmy więc lodówkami łaski Bożej – nie zamrażajmy mocy z wysoka, jaką daje nam Pan… Dzielmy się doświadczeniem łaski poprzez zabieganie o sprawy królestwa.

Śpiewaliśmy w psalmie: Jedynie w Bogu spokój znajduje moja dusza – dzielmy się tym spokojem, a przez to zaprowadzajmy Jego królestwo wśród nas! Poprzestańmy na tym, co konieczne dla życia, a zobaczymy, ile zrobi się miejsca dla Boga i dla drugiego człowieka… Wówczas dostrzeżemy, jak bogate jest nasze życie – i to nie czymś przemijającym i ulotnym – ale samym Bogiem!


strzałka do góry