Rozważanie niedzielne – 22.07.2018r.

W Kościele jest tak, że my wszyscy jesteśmy owcami Dobrego Pasterza, lecz kapłani, oprócz tego, że są Jego owcami, są też pasterzami. Kiedy przez poszczególne niedziele roku liturgicznego czytamy słowo Boże, ono w swojej większości jest skierowane do owiec, a więc zarówno do was, jak i do mnie. Są jednak momenty, kiedy to słowo koncentruje się na pasterzu. Bowiem o ile wasza odpowiedzialność jest tylko odpowiedzialnością owiec, moja jest podwójna: i owcy, i pasterza. Bóg o tej odpowiedzialności pasterza mówi dzisiaj w sposób szczególny. Może najbardziej wybrzmiało to w pierwszym zdaniu z fragmentu Księgi Proroka Jeremiasza: Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce mojego pastwiska – wyrocznia Pana (23, 1).

Można, a nawet trzeba zapytać: Co to są za pasterze? W jaki sposób rozpraszają owce Bożego pastwiska i jak prowadzą je do zguby? To są przede wszystkimi ci, którzy nie czynią swojej powinności, a więc nie głoszą tego, co Bóg wyraźnie im nakazuje. Przecież jeśli pasterz nie zapewni owcy paszy, to ona zginie. Jeżeli pasterz w Kościele nie zapewnia owcom słowa Bożego, to te giną. Wiemy, że śmierć głodowa jest straszna, ale śmierć z powodu braku słowa Bożego jest przerażająca, bo ona obejmuje nie tylko doczesność, ale i wieczność. Dlatego nie dziwimy się tym zdecydowanym słowom Boga.

Powołując Jeremiasza na proroka, Bóg powiedział: Ty zaś przepasz biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi (1, 17). Bóg wyraźnie i zdecydowanie przedstawia pasterzom misję, jaką im zleca; zapowiada też, co może ich spotkać przy jej wypełnianiu, mówi, że będą się musieli zmierzyć z tymi, którym będą głosić Jego naukę, bo owce nie zawsze są zadowolone z tego, co Bóg mówi i nie zawsze chcą słuchać! Ale to w niczym nie umniejsza odpowiedzialności pasterza za to, żeby głosił! to, co Pan Bóg mu nakazuje.

Pasterz prowadzi owce do zguby, jeżeli nie głosi im tego, co Bóg nakazał, albo jeśli mówi to, co się owcom podoba, a nie to, co zlecił mu Bóg. Pasterz prowadzi owce do zguby także wtedy, gdy nie mówi im wszystkiego, co zostało mu zlecone. Bardzo często czynnikiem decydującym o tym, że pasterz nie spełnia swojego posłannictwa, jest, jak to słyszeliśmy w powołaniu Jeremiasza, lęk! przed utratą dobrych relacji z owcami. Pasterz może się obawiać, że owce się obrażą, jak powie im całą prawdę, jak to mówimy „aż do bólu”. Ale przecież pasterz jest właśnie po to! Jeżeli owca jest chora, trzeba tę chorobę wyraźnie wskazać!

Chociaż dzisiejsze słowo Boże jest skierowane głównie do pasterzy, jednak w sposób szczególny angażuje was jako owce – przede wszystkim w zakresie troski i modlitwy o to, żeby pasterze spełniali właściwie swoje role, żeby mówili zawsze to, co Bóg chce, niczego nie umniejszali ani nie dodawali od siebie.

Święty Paweł, którego fragment Listu do Efezjan czytaliśmy dzisiaj, podsumowując swoją misję głoszenia Ewangelii, wyraźnie mówi w kilku miejscach, że starał się sprostać odpowiedzialności pasterza.

W Pierwszym Liście do Tesaloniczan napisał: Chociaż ucierpieliśmy i – jak wiecie – doznaliśmy zniewagi w Filippi, odważyliśmy się w Bogu naszym głosić wam Ewangelię Bożą pośród wielkiego utrapienia (2, 2). Paweł jasno wskazuje na to, co go spotkało. Jeżeli jako pasterz głosi prawdę, nic dziwnego, że cierpi i że spotykają go zniewagi. Ale on mimo to odważył się – i jak wyraźnie podkreśla: nie swoją mocą, ale w Bogu! – głosić dalej Ewangelię pośród wielkiego utrapienia.

W naszych czasach sytuacja jest dokładnie taka sama. Wystarczy włączyć telewizor, internet, posłuchać radia lub wziąć do ręki niektóre gazety – nie ma dnia, żeby nie było tam ataków na pasterzy: zniewag, pomówień czy oszczerstw. Rolą pasterza jest, żeby się w ogóle tym nie przejmował. Pasterz ma zawsze brać pod uwagę to, co Pan Bóg o nim myśli, a nie to, co myślą ludzie. Natomiast owce muszą pilnie baczyć, żeby się nie dać zwieść. One mają słuchać pasterza, który mówi od Boga, a nie tych, którzy go znieważają, oczerniają czy stawiają w złym świetle. Jeżeli owca słucha odpowiedzialnie pasterza – jest bezpieczna. Jeżeli słuchałaby tych, którzy atakują pasterza – jest zgubiona. To jest bardzo ważne!

Paweł ma prawo z satysfakcją powiedzieć: Dlatego oświadczam wam dzisiaj: Nie jestem winien niczyjej krwi, bo nie uchylałem się tchórzliwie od głoszenia wam całej woli Bożej (Dz 20, 26-27). To jest bardzo piękne podsumowanie posłannictwa. Stwierdzenie: Nie jestem winien niczyjej krwi należy rozumieć tak, że Paweł nie jest winien zguby! kogokolwiek. Żadna owca nie może powiedzieć, że zgubiła się czy została zagłodzona z powodu tego, że Paweł nie głosił jej słowa Bożego. A jeżeli jakaś mimo to się zagubiła, stało się to wyłącznie na jej własny rachunek.

Dlatego Paweł, głosząc Ewangelię, prosi swoich słuchaczy: Módlcie się jednocześnie i za nas, aby Bóg otworzył nam podwoje [dla] słowa, dla wypowiedzenia tajemnicy – Chrystusa, za co też jestem do tej pory więźniem, abym ją obwieścił tak, jak winienem [ją] wypowiedzieć (Kol 4, 3-4). Paweł prosił o to Kolosan, a ja was dzisiaj o to proszę. Bo to jest niezwykle ważna sprawa dla mnie i dla was. Dla mnie, bo Pan Bóg mnie rozliczy z głoszenia Ewangelii, a was z tego, jak słuchacie. Jest rzeczą znamienną, że kiedy apostołowie zostali aresztowani i kładziono im tam do głowy, żeby czasem nie głosili Ewangelii, to oni oświadczyli jasno: Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi… (Dz 5, 29). A kiedy po uwolnieniu z więzienia wrócili do swoich, zebrali się razem i tak się pomodlili: „A teraz spójrz, Panie, na ich groźby i daj sługom Twoim głosić słowo Twoje z całą odwagą, gdy Ty wyciągać będziesz swą rękę, aby uzdrawiać i dokonywać znaków i cudów, przez imię świętego Sługi Twojego, Jezusa”. Po tej ich modlitwie zadrżało miejsce, na którym byli zebrani; a wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i głosili odważnie słowo Boże (Dz 4, 29-31).

To jest najbardziej istotny nurt modlitwy wszystkich w Kościele: kapłanów, osób konsekrowanych i świeckich – żeby słowo Boże było głoszone, żeby nie doznało uszczerbku, ani nie było w jakikolwiek sposób spętane.

Trzeba, aby każdy z nas zapytał dzisiaj siebie, czy bierze za to odpowiedzialność. Czy jest to rzeczywiście absolutnie podstawowy nurt naszej modlitwy? Bo od tego zawisło nie tylko nasze życie doczesne jako chrześcijan, ale także wieczność. Zróbmy sobie dziś z tego wnikliwy rachunek sumienia!


strzałka do góry