Rozważanie niedzielne – 08.05.2016r.

Po naszym radosnym chodzeniu za Jezusem w tym wielkanocnym czasie dzisiaj przychodzimy na górę rozstania, a rozstania nie należą do miłych przeżyć, szczególnie gdy żegnamy przyjaciela, kogoś nam bliskiego… Apostołowie w dniu wniebowstąpienia doświadczyli takiego właśnie rozstania! Ale co jest dziwne – jak czytaliśmy w Ewangelii – po wniebowstąpieniu Jezusa z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga. Rozstanie z przyjacielem i radość z tego powodu to coś, co po ludzku trudno nam przyjmować. Bo nawet, kiedy spodziewamy się kolejnego spotkania, to musimy przeżyć czas rozłąki… A w czasach Apostołów nie było internetu i kamerek internetowych, nie było telefonów, pozostawały listy, które jednak trochę czasu wędrowały do adresata… Ale i to porównanie nie jest dobre, bo przecież chodzi o rozłąkę z Jezusem, który wstąpił do nieba a tam nie trafi ani papierowy list, ani najnowocześniejszy impuls telekomunikacyjny…

Jest jednak pewien sposób komunikacji – nic się nie zmienił od dwóch tysięcy lat – to modlitwa… I chyba Apostołowie mieli tego pełną świadomość, skoro po rozstaniu ze zmartwychwstałym Jezusem swoje kroki kierują do Bożego domu, co więcej, jak podkreślił ewangelista Łukasz – stale tam pozostawali… Ta potrzeba karmienia się bliskością Boga pchała ich ku tej obecności zatopionej w tajemnicy świątyni jerozolimskiej, gdzie pozostawała chwała Boża wraz z Arką Przymierza… Tam też pozostają, aby się modlić – wielbią i błogosławią Boga.

Trzeba nam sobie dzisiaj postawić pytanie, bo „kto pyta nie błądzi” – czy my karmimy naszą codzienność modlitwą, i czy ta nasza modlitwa jest rzeczywiście doświadczaniem Boga? Chyba o to chodziło Apostołom, skoro tak ochoczo przeszli z jednej formy kontaktu z Jezusem – tej namacalnej, widzialnej i słyszalnej – w inną formę – spotkania poprzez modlitwę… A patrząc na dzisiejszy opis tej świątynnej modlitwy, to chyba wychodziło im to spotkanie całkiem owocnie, całkiem mocno doświadczali tego innego sposobu bliskości Boga…

My też znamy świątynię – nasz kościół parafialny… Czy jednak moglibyśmy opisać nasze spotkanie z Bogiem na tym miejscu, że autentycznie wielbimy i błogosławimy Boga? Hmm… Starczy posłuchać naszych reakcji na słowa modlitw, jakie wspólnie podejmujemy, na słowa pieśni, którymi się razem modlimy… Chyba bardziej przypomina to pewien zewnętrzny rytuał, na który patrzymy, niż prawdziwe spotkanie, w którym dostrzegamy Tego, dla którego tutaj przyszliśmy… Może się mylę – ale niech każdy odpowie sobie sam, na ile słowa modlitw są jego modlitwą i na ile w te modlitwy wkłada swoje serce…

Warto w tym spotkaniu na Górze Wniebowstąpienia dostrzec gest, który często towarzyszy i nam w życiu – Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, pobłogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Nasze rozstania z Jezusem również naznaczone są błogosławieństwem – ono kończy liturgię Mszy Świętej, ono kończy nabożeństwa… Podniesiona ręka zastępcy Jezusa w sakramentalnej posłudze jest błogosławiącą ręką Boga. Ów gest błogosławieństwa jest uchwyconym przez Łukasza ewangelistę gestem rozstania. Jak już sobie powiedzieliśmy, nie było to rozstanie ku rozpaczy, ku łzom, ale ku większej radości. I nam zatem potrzeba otwierać się na ten gest Bożego błogosławieństwa, bo ono zawsze jest wyrazem Bożej życzliwości i dodaje siły do wypełnienia Bożego posłannictwa w świecie.

Jacy zatem dzisiaj powrócimy do naszych domów? Osowiali… poddani smutkom, jakie drążą nasze życie, czy może wrócimy z iskierką nadziei na pomoc Tego, który wyciąga nad nami ręce, aby nas błogosławić i towarzyszyć nam na ścieżkach codzienności… Bo i my musimy opuścić tą „górę spotkania”, jaką jest nasza świątynia, aby ruszyć do obowiązków codzienności – i nie trzeba tego robić ze smutkiem, ale ze świadomością, że w naszej modlitwie zabieramy Jezusa wszędzie tam, gdzie będziemy chcieli o Nim pamiętać! A wówczas nie ma takiej siły, która by nas mogła pozbawić Bożego pocieszenia…


strzałka do góry