Rozważanie niedzielne – 05.06.2016r.

Bóg z wszystkiego wyprowadza dobro

W dzisiejszej Ewangelii byliśmy świadkami wielkiego cierpienia kobiety po śmierci dziecka. Pan Jezus pochyla się nad cierpiącą kobietą i obdarza życiem jej syna. Nie ma chyba większej tragedii dla rodziców jak śmierć dziecka. W Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach w każdy drugi piątek miesiąca odprawiane są nabożeństwa dla rodziców opłakujących śmierć swoich dzieci. Przychodzą oni po to, by prosić Jezusa o umocnienie. Równocześnie dają piękne świadectwo przyjęcia cierpienia z Bogiem. Pan Jezus, wskrzeszając zmarłych, chciał ukazać, że jest Panem życia i śmierci. I pragnął przygotować ludzi na największy cud – swoje zmartwychwstanie. Chrystus obiecuje nam coś bardziej cudownego, niż to, co uczynił dla młodzieńca z Nain, córki Jaira czy Łazarza, którym przywrócił życie. Po wskrzeszeniu wszyscy oni kiedyś zestarzeli się i umarli. Natomiast nam obiecuje Pan Jezus życie, które nigdy się nie skończy – życie wieczne. Dla wierzącego człowieka śmierć nie jest już żadną przegraną, nie jest klęską, która zamyka i kończy wszystko, śmierć jest zwycięstwem, które otwiera przed nami perspektywę nowego Bożego życia. W Chrystusie śmierć traci swoją zabójczą moc. Doświadczenie śmierci bliskiej osoby jest wielkim bólem, ale nawet z tak ciężkiego doświadczenia Bóg przy naszej współpracy może wyprowadzić dobro. Przekładem tego jest matka, która pozostawiła następujące świadectwo: „Minęły dwa lata od dnia, w którym straciliśmy naszego jedenastomiesięcznego synka, Dereka. Całe jego krótkie życie upłynęło na oddziałach intensywnej opieki dwóch szpitali w Madison. Zdaniem lekarzy nasz synek nabawił się paciorkowca w czasie porodu. Podłączono go do respiratora (wtedy wystąpiła u niego choroba płuc). Po upływie sześciu miesięcy doszło do zatrzymania akcji serca, które wywołało wysoką temperaturę (42 stopnie), a następnie doprowadziło do poważnego uszkodzenia mózgu Dereka. Stan zdrowia naszego synka nie uległ poprawie aż do chwili jego śmierci. Zmarł dwadzieścia dni przed ukończeniem pierwszego roku życia. Nie życzyłabym takiej tragedii nawet najgorszemu wrogowi. Choroba Dereka sprawiła, że oboje z mężem żyliśmy w ogromnym napięciu emocjonalnym. Z początku powiedziano nam, że synek zostanie wypisany ze szpitala po tygodniu. Potem przełożono tę datę na rocznicę naszego ślubu, później na święta i tak dalej. Cieszyliśmy się za każdym razem, ale już po chwili popadaliśmy w przygnębienie. Jeszcze dziś na samą myśl o tym mam ochotę się rozpłakać. Mimo wszystko, nie staliśmy się zgorzkniałymi ludźmi. Trudne doświadczenia wiele nas nauczyły. Derek pokazał nam, jak silny może być człowiek. Lekarze nie dawali mu nadziei, a on mimo to kilkakrotnie wracał do życia. Był niezwykłym dzieckiem. Dzięki niemu umocniła się nasza wiara i więź małżeńska. Nauczyliśmy się cenić życie i teraz pragniemy nieść pomoc innym rodzicom, których dzieci są bliskie śmierci. Nasz jedenastomiesięczny synek dokonał wielkich rzeczy. Czyż mogła go spotkać większa nagroda niż niebo?

Pamiętam wspomnienie polskiej aktorki, której dziecko zapadło w śpiączkę. To doświadczenie było wstrząsem. Były łzy, ciągły smutek. Jednak, jak wspomina, w pewnym momencie zadała sobie pytanie: co dobrego może przynieść to doświadczenie? Tak powoli rodziła się w jej sercu idea klinik dla dzieci w śpiączce – dzisiaj znanej w całej Polsce jako klinika Budzik, która przynosi tak wielkie dobro. Śmierć to wielki ból, ale Bóg sprawia, że nie staje się ona klęską, lecz źródłem nadziei. Przykładem tego jest list, który na pogrzebie swojego dziecka Johna odczytali rodzice: Oddaję w twe ręce dziecko me na krótki czas, chwilę, tak Bóg do mnie rzekł. Kochaj go tak długo, jak będzie żyć. I płacz nad nim, kiedy zabierze go śmierć. Zostanie przy tobie przez kilka tygodni, A może przez lata, trzydzieści lub trzy, lecz zanim zawezwę go tutaj z powrotem, Ja proszę cię bardzo, opiekuj się nim. Rozjaśni twe życie radością i wdziękiem, I nawet, gdy wkrótce od ciebie odejdzie, zostawi ci piękne wspomnienia o sobie, złagodzą twój smutek i ulżą w żałobie. Nie mogę obiecać, że z tobą zostanie, bo wszyscy opuszczą na ziemi mieszkanie. Posyłam go do was na okres nauki dla wiedzy, po którą powinien wyruszyć. Zostawiam swe dziecko w twych rękach na ziemi, by żyło tam wespół z wami wszystkimi. O, Panie, niech Twoja, nie moja, wola się stanie. To dziecko sprawiło nam tyle radości, że warte jest starań, wyrzekam się roszczeń. Będziemy je chronić z największą czułością. I póki możemy, darzymy miłością. Za szczęście, którego z nim zaznajemy, jesteśmy Ci wdzięczni. Dziękujemy. Wezwałeś go, Panie, do siebie za wcześnie. Nie byliśmy rozstać się gotowi jeszcze. Wybacz nam, proszę, nasz smutek i żal. I pomóż zrozumieć Twój boski plan.


strzałka do góry