Rozważanie niedzielne – 03.07.2016r.

 

Brak żniwiarzy na niwie Pańskiej, to problem dotykający już nie tylko terenów misyjnych, czy krajów zachodnich, ale także i naszego kraju. Biskupi niektórych diecezji alarmują, że coraz mniej jest kandydatów do kapłaństwa. Wzywają wiernych do szczególnej troski o powołania. Poeta w wierszu: Poślij mnie Panie, wyraża ten problem słowami:

Chcesz Panie ludzi do pracy
Bo ziemia się wciąż powiększa
I wciąż na niej są ludzie tacy
Co nie znają Twego królestwa

Nie ma kto głodnych nakarmić
Łez nie ma kto osuszyć
Ludzi bezdomnych przygarnąć
Nie ma kto kajdan kruszyć

Sam się o biednych troszczyłeś
Kiedy chodziłeś po ziemi
A gdy do nieba wstąpiłeś
Zostali sobie samymi

Więc poślij mnie Panie do nich
Czuję że jestem gotowy
Mógłbym Ci Panie pomagać
Włóż ręce na moją głowę

Weź Panie moje krzyże
I użyj mego cierpienia
Weź Panie me siły świeże
Do pracy dla odkupienia

(Marian Nosal: Trzy tęsknoty, s. 173)

Aby wypełnić polecenie Pana: proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo – trzeba by nasze rodziny były Bogiem silne, trzeba kapłanów, którzy swoim życiem będą pociągać młodych do służby Bogu i wreszcie nam wszystkim trzeba żyć prawdziwie po chrześcijańsku oraz modlić się o nowe powołania.

1. By nasze rodziny były Bogiem silne

Ziarno powołania owocnie pada w rodzinie Bogiem silnej, takiej, gdzie ojciec i matka są autentycznymi świadkami Chrystusa, gdzie jest wspólna modlitwa, wspólny udział w niedzielnej Mszy Świętej, gdzie wszyscy się kochają i starają się być dobrzy dla siebie. Taka rodzina jest tą urodzajną glebą, na którą częściej pada ziarno Boże i wydaje dobry plon, stokrotny. Z takich rodzin wychodzą żniwiarze na niwę Pańską.

Kiedyś opowiadał mi o swoim powołaniu do kapłaństwa mój przyjaciel śp. ks. Władysław Wanags, z pochodzenia Łotysz, a wielki charyzmatyk i apostoł na Ukrainie, budowniczy wielu kościołów, domów zakonnych, Seminarium Duchownego i Domu Miłosierdzia dla osób chorych, samotnych i opuszczonych, laureat głównej nagrody „TOTUS” w Warszawie za wybitne osiągnięcia w propagowaniu kultury chrześcijańskiej, w promocji człowieka, pracy charytatywnej i edukacyjno-wychowawczej. Wiele razy spotykaliśmy się i tam, na Ukrainie, i jeszcze więcej tu, w Polsce. Polskę często odwiedzał, aby żebrać, gdzie tylko mógł, na swoje budowy. Wtedy zawsze mnie odwiedzał, aby się przenocować i nieco odpocząć przed powrotem na Ukrainę.

Pewnego razu, kiedy go tam odwiedziłem, opowiedział mi o swoim powołaniu. Mówił, że miał bardzo pobożnych rodziców – matkę Polkę, a ojca Łotysza – którzy wychowali go wraz z rodzeństwem w wierze katolickiej, choć to było zakazane w Związku Radzieckim. Potem, kiedy już odsłużył przez trzy lata wojsko i jako tako ustawił się życiowo, kiedy nawet udało mu się ciężką pracą wybudować dom, myślał o małżeństwie. Odwiedził wtedy swojego, żyjącego jeszcze, ojca i zwierzył mu się ze swoich planów na przyszłość, o planowanym małżeństwie. Wówczas usłyszał od ojca: Władziu, mój synu, a ja zawsze widziałem cię w myślach przy ołtarzu Pańskim. Wtedy przeniknęła mnie jakby jakaś iskra – mówił ks. Władysław. Wiedziałem – mówił – że tatuś jest wierzący, ale nie przypuszczałem, że aż tak głęboko. Nigdy wcześniej nie okazywał swojej wiary tak mocno. Mama była bardziej uczuciowa, a on raczej skrywał swoje uczucia.

I Władziu wstąpił do jedynego wówczas na terenie Związku Radzieckiego, seminarium duchownego w Rydze. Nawet otrzymał na to pozwolenie od władz z Moskwy, bo komuniści myśleli, że on jest ich człowiekiem, bo wojskowy, starszy kanonier, że już jest w starszym wieku, to nie będzie im szkodził.

Ks. Władysław Wanags prawie całe swoje życie kapłańskie poświęcił Ukrainie. Urodził się w r.1931 w miejscowości Strody na Łotwie, a w r. 1973, w Rydze, został wyświęcony na kapłana jako marianin. Do Gródka Podolskiego został posłany w 1977. Miał szczęście, że na tym terenie właściwie przez cały czas rządów komunistycznych pracowali dzielni kapłani. W latach powojennych pracował tam ks. Jan Olszański, późniejszy biskup diecezjalny.

Oto jak ważna jest dobra rodzina, ta najmniejsza, ale i najważniejsza, komórka społeczna. Jest to urodzajna gleba, na którą jeśli padnie ziarno Bożego powołania, to nie tylko skiełkuje, ale i wyda plon obfity. O tym ważnym zadaniu rodziny chrześcijańskiej przypominali słudzy Boży kardynałowie August Hlond i Stefan Wyszyński oraz papież św. Jan Paweł II. Dobrze się stało, że nasz rząd pani premier Beaty Szydło, postawił na rodzinę i wreszcie zaczął prowadzić politykę prorodzinną.

2. By kapłani przykładem swojego życia pociągali młodych do służby Bogu

Drugim miejscem, a raczej sposobem budzenia powołań jest dobry przykład życia kapłańskiego. Wierność swojemu powołaniu kapłańskiemu widziana przez ludzi młodych jest dla nich zachętą do pójścia w ich ślady. Niejeden kapłan zawdzięcza swoje powołanie innemu księdzu, którego Bóg postawił na jego drodze życia, czy to jako proboszcza lub katechetę, czy jako spowiednika. Przykład jego życia w wierności powołaniu, życzliwość i otwartość na innych są jak magnez. W naszych relacjach z bliźnimi za mało posługujemy się dobrocią i miłością. Tymczasem jest to narzędzie bardzo skuteczne, zwłaszcza w relacji wychowawca – wychowanek. Stare przysłowie mówi, że więcej much można złapać na kroplę miodu niż na beczkę octu. W wychowaniu powierzonych nam dzieci i młodzieży więcej można osiągnąć dobrocią i uśmiechem niż złością i posępnym obliczem. Trafnie to ujął św. Jan Bosko, wspaniały wychowawca młodzieży, kiedy w jednym ze swoich listów do wychowawców napisał: Jeśli rzeczywiście pragniemy prawdziwego dobra naszych wychowanków i przygotowania ich do wypełnienia obowiązków, o tym nade wszystko powinniśmy pamiętać, że drogim naszym chłopcom zastępujemy rodziców (II czytanie brewiarzowe we wspomnienie św. Jana Bosko).

Ogromnie ważną rolę w dziedzinie budzenia powołań odgrywa konfesjonał. Już sam widok kapłana w konfesjonale, który zawsze jest wierny zasadzie, że nie penitenci mają czekać na spowiednika, ale spowiednik na penitentów, nie tylko budzi u wiernych szacunek, ale u niejednego młodego człowieka może zasiać w sercu ziarno powołania do służby Bogu. W tym roku, Roku Miłosierdzia, warto spojrzeć z miłością i wdzięcznością na konfesjonał. Na ten trybunał miłosierdzia Bożego. Trzeba sobie uświadomić, i nam kapłanom, i nam wiernym, czym jest ten trybunał. Nam, kapłanom, że nie penitenci mają czekać na nas przy konfesjonale, ale my na penitentów. Mamy czekać i, jak Chrystus, z cierpliwością i miłością podprowadzać ich do miłosiernego Ojca. Nam wiernym, że jest to miejsce, gdzie możemy pojednać się z Bogiem i bliźnimi. Mamy też Bogu dziękować za to, że spowiedników mamy niejako w zasięgu ręki, że nie brakuje nam kapłanów, którzy jednają nas z Bogiem. Niech konfesjonał nie będzie w naszych kościołach niepotrzebnym, zapomnianym meblem. Nie trwajmy w grzechu, ale śpieszmy do tego trybunału, abyśmy mogli pogłębiać nasze życie duchowe, szczególnie w tym roku jubileuszowym tysiąc pięćdziesięciolecia Chrztu Polski.

W Gródku Podolskim na Ukrainie, w kościele, za ołtarzem, znajduje się w ścianie dziwna kratka. Tam, w ukryciu spowiadał przez wiele lat w pierwsze piątki miesiąca, śp. ks. Henryk Mosing, który przyjeżdżał ze Lwowa, pociągiem ponad 200 km. Był to wielkiej sławy uczony bakteriolog, lekarz i odkrywca szczepionki przeciw tyfusowi, który u szczytu swojej sławy zapragnął poświęcić się na służbę Bogu w kapłaństwie. Będąc w Polsce, potajemnie przyjął w kaplicy z rąk prymasa, ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, święcenia diakonatu nocą 20 września, a następnego dnia, 21 września 1961 r., w święto Mateusza Apostoła, również nocą, święcenia kapłańskie. Jako uczony i lekarz, miał możliwość swobodnego podróżowania po całym Związku Radzieckim i mógł pełnić posługę kapłańską w najbardziej niedostępnych miejscach dla kapłanów. Przez konfesjonał budził powołania kapłańskie. Osobiście, w swoim mieszkaniu we Lwowie, potajemnie przygotowywał ich do kapłaństwa. Niektórzy mogli potem studiować jawnie w Rydze. Ci kapłani, którzy dzięki niemu doszli do kapłaństwa, nazywają siebie żartobliwie „mosingowcami”. Jest ich dziesięciu, a wśród nich dwu jest biskupami: ks. Bronisław Bernacki, biskup odesko-symferopolski i ks. Leon Mały – biskup zakarpacki.

3. Trzeba też nam wszystkim żyć po chrześcijańsku i modlić się o powołania

Polecenie Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo – odnosi się i do nas wszystkich. Mamy się modlić o nowe, liczne i dobre powołania, mamy też żyć po chrześcijańsku. Wtedy w naszej rodzinie parafialnej nie tylko padną ziarna powołania do służby Bogu, ale padną na urodzajną glebę i skiełkują, a potem wydadzą plon


strzałka do góry