Rozważanie na 6 sierpnia – Przemienienie Pańskie

Droga na szczyt i zdobycie szczytu przemieniają

16 października 1978 roku, kiedy w Rzymie zgromadzenie kardynałów wybierało nowego papieża Jana Pawła II, w tym samym czasie tysiące kilometrów dalej na najwyższy szczyt świata – górę Mont Everest wchodziła Polka Wanda Rutkiewicz. Z najwyższego szczytu ziemi zabrała ze sobą kilka kamieni. Kiedy rok później w czerwcu 1979 roku spotkała się z Janem Pawłem II, podarowała mu jeden z kamieni ze szczytu Mont Everestu. A Papież powiedział do niej: „Tego samego dnia oboje weszliśmy tak bardzo wysoko…”.

Różne są górskie szczyty. Łączy je jedno, ich zdobycie wymaga dużego wysiłku. Mimo to idzie się na nie jakby wbrew logice. Ale gdy się je zdobędzie, wraca się stamtąd innym. Sama droga człowieka zmienia. Ze szczytu wszystko widzi się inaczej, z zupełnie innej perspektywy. Jakby człowiek był bliżej nieba, jakby dużo, dużo niżej zostawiał to, co go trzyma przy ziemi i nie pozwala spojrzeć w górę, w kierunku nieba. Zdobywcy i tych wielkich szczytów i tych mniejszych, pytani po co tam idą, po co tak ryzykują, po co się tak męczą, często odpowiadają, że droga na szczyt i samo zdobycie szczytu ich przemienia…

Świętujemy dzisiaj Przemienienie Pańskie. Jezus wraz z trzema apostołami udał się na wysoką górę – górę Tabor, aby tam się wobec nich przemienić. Ale tamta droga z Jezusem na szczyt i zdobycie go miało przemienić również tych trzech Jego uczniów. Mieli stamtąd wrócić inni: mądrzejsi, bardziej wierzący w Niego. Doświadczenie góry Tabor miało im otworzyć oczy na Jezusa jako Boga, na rzeczy ważne, których wcześniej nie widzieli.

Czas wakacji to również czas podejmowania wypraw, bardzo często to czas zdobywania przez nas górskich szczytów. Wielu z nas zna smak wspinania się na górę, wielu z nas zna smak zmęczenia, który temu towarzyszy i smak wielkiej radości, kiedy szczyt się zdobędzie. Pewnie niejeden szuka w górach nie tylko odpoczynku, ale właśnie tej przemiany, do jakiej wzywa nas to dzisiejsze święto. Przemiany serca, myślenia, spojrzenia, wartościowania. W góry zabiera się tylko to, co najbardziej potrzebne, bo każdy zbędny przedmiot szybko zaczyna ciążyć i uwierać. Może uniemożliwić zdobycie upragnionego szczytu

W drodze, którą jest nasze życie, jest podobnie. Okazuje się, że większość rzeczy, którymi otaczamy się na co dzień, jest zbędna, zupełnie niepotrzebna. W naszej codziennej wędrówce przez życie obrastamy niepotrzebnymi rzeczami, co utrudnia wspólną wędrówkę z rodziną. Zabiegamy o pieniądze, o dostatek materialny, o wysoki komfort życia, lubimy otaczać się luksusem. Źródłem wielu kryzysów i rozpadów fantastycznych rodzin jest to, że ludzie zabiegają o to, co nie jest najważniejsze, a zaniedbują to, co naprawdę istotne. Praca staje się ważniejsza niż czas spędzony z rodziną. Pieniądz i konto w banku stają się ważniejsze niż odwiedzenie chorego przyjaciela. Wspólna wędrówka przez życie dla ludzi, którzy kiedyś byli w sobie zakochani i świata poza sobą nie widzieli, staje się koszmarem i udręką, bo owszem, w luksusowym domu jest nowoczesny sprzęt komputerowy, jest zasobne konto bankowe, jest smartfon z dziesiątkami możliwości, ale miłości nie ma, miłości brakło. Wyprawa na szczyt uczy nas, żeby w drogę naszego życia, którą podążamy najczęściej razem z naszą rodziną, zabierać to, co ma prawdziwą wartość, co naprawdę jest ważne i się liczy. Wiara, miłość, uczciwość, prawda, wierność, przyjaźń, ofiarność i wrażliwość to są te wartości, które zawsze w wędrówce przez życie okazują się potrzebne i są ponadczasowe.

Ze szczytu wszystko wygląda inaczej. To, co przy ziemi ma takie ogromne rozmiary i tak nas przytłacza, ze szczytu jest odrobinką, maleństwem, którego proporcje już nas nie miażdżą i nie przytłaczają. Na szczycie bliżej jest do nieba. Niebo wydaje się być bliżej niż ziemia, która została daleko pod nami. To doświadczenie uczy mądrości przemiany serca, przemiany myślenia, uczy mądrego wartościowania, byśmy nie dali zamknąć się w tym, co tylko ziemskie, ale podnieśli oczy ku niebu i zaczęli myśleć o Bogu. Byśmy w życiu zaczęli kierować się Bożymi kategoriami.

Apostołowie schodzili z góry Tabor inni niż wtedy, gdy na nią wchodzili. Zobaczyli w Jezusie Boga, Mesjasza, potężnego Pana, z którym warto przebywać. Niech wakacyjne drogi na szczyty i góry, które zdobywamy, także nas przemieniają, by to, co ziemskie, nie zasłoniło nam widoku Boga i nieba…


strzałka do góry