List pasterski zagrożeniach naszej wiary

List pasterski  zagrożeniach naszej wiary

Drodzy Siostry i Bracia

1. W liście apostolskim „Porta fidei”, ogłaszającym Rok Wiary, papież Benedykt XVI pisze o głębokim kryzysie wiary, który „dotknął wielu ludzi” (PF 2). Niewątpliwie o kryzysie takim możemy mówić również w Polsce, której nie omija kryzys cywilizacji zachodniej, a w jego ramach – kryzys chrześcijaństwa. Z pewnością u podstaw tego kryzysu leży m.in. powszechny relatywizm, odrzucający istnienie wartości absolutnych i niezmiennych w każdej dziedzinie ludzkiego życia, zwłaszcza zaś na płaszczyźnie moralnej i religijnej. Prowadzić on może do przekonania o równości wszystkich religii czy systemów moralnych oraz do wyborów opartych na zasadach demokratycznych czy na subiektywnym przekonaniu, nie zaś na racjach obiektywnych i metafizycznych czy objawionych, a w konsekwencji do porzucenia chrześcijaństwa. Sprzyja temu dość powszechne dziś, także w naszym kraju, negatywne nastawienie do chrześcijaństwa, a nawet otwarta walka z nim.

Nierzadko jednak wyznawca Chrystusa staje w obliczu zagrożeń wiary, z których zdaje sobie sprawę w zbyt małym stopniu, a które ostatecznie także mogą zakończyć się poważnym kryzysem wiary.

2. Główne zagrożenie dla chrześcijańskiej wiary stanowią sekty. Społeczna wiedza dotycząca związanego z nimi zagrożenia wciąż jest zbyt mała. Bierze się to m.in. z faktu, że nie wszystkie sekty mają charakter religijnych związków wyznaniowych i często chowają się za szyldami grup realizujących... Czytaj więcej

NIE OSĄDZAJMY I NIE POTĘPIAJMY!

NIE OSĄDZAJMY I NIE POTĘPIAJMY!

11. niedziela zwykła

Jedno z katolickich czasopism zamieściło na swoich łamach ciekawy artykuł na temat Anonimowych Alkoholików przeprowadzając wywiad z ludźmi, którym udało się wyjść z nałogu alkoholizmu. Szczególnie pouczająca była wypowiedź jednego z rozmówców. „Czasami życzę sobie, aby każdy z ludzi stał się alkoholikiem chociażby na krótki czas i aby mógł później przezwyciężyć ten nałóg, tak jak mnie udało się to uczynić. Każdy mógłby wtedy doświadczyć co to znaczy być na samym dnie, a później wyrwać się z tego dna i przeżyć cudowną przemianę uwolnienia się z nałogu. Nikt, kto tego nie przeżył, nie potrafi zrozumieć jak bardzo to człowieka zmienia. Przedtem byłem pyszny. Teraz jestem bardzo pokorny, bo wiem jak jestem biedny i słaby. Przedtem byłem egoistą. Teraz staram się innych kochać, bo wiem jak wygląda życie bez miłości. Przedtem osądzałem ludzi i trudno mi było przebaczyć. Teraz staram się ich rozumieć i przebaczać, bo wiem jak łatwo jest upadać".

Głęboka i pouczająca wypowiedź anonimowego alko­holika dobrze oddaje ducha dzisiejszej Ewangelii. Szymon widząc jak ta kobieta z płaczem dotyka stóp Chrystusa, myjąc je i wycierając włosami swojej głowy, całując i namaszczając olejkiem „mówił sam do siebie: «Gdyby On był prorokiem, wie­działby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą". Myśląc w ten sposób, Szymon nie tylko osądził i potępił tę kobietę, ale również samego Chrystusa za to, że potraktował ją... Czytaj więcej

Bóg, który nawiedza lud swój

Bóg, który nawiedza lud swój

Matczyna miłość

Kiedyś, idąc po kolędzie, trafiłem do domu pewnej rodziny. Zdziwiło mnie, że wszyscy byli ubrani normalnie, tylko matka rodziny na czarno. Zaczęliśmy rozmawiać, ale o cokolwiek zapytałem, rozmowa zawsze schodziła na temat jej zmarłego syna. „Miał 15 lat, kiedy kupiliśmy mu skuter – opowiadała. – Tak się z niego cieszył. Wyjechał zza zakrętu wprost na maskę ciężarówki. Gdybyśmy mu tego skutera nie kupili…”. Dalej był już tylko płacz. „Proszę księdza, niech ksiądz pójdzie ze mną do jego pokoju, nic w nim nie pozwalam ruszać, jest taki jak wtedy, kiedy Marek wyjechał na ostatnią przejażdżkę. Wycieram tylko kurze”. Pozostali domownicy szeptem błagali: „Proszę księdza, niech ksiądz coś zrobi, minęło już 10 lat, a mama ciągle albo płacze w pokoju Marka, albo jest na jego grobie. Jej tu nie ma, my jej nic nie obchodzimy, czujemy się, jakby i ona umarła razem z Markiem. Straciliśmy ją”. Czemu o tym opowiadam? Bo zobaczywszy jej żałobę głębiej zrozumiałem, co mogły przeżywać te dwie matki z dzisiejszych czytań, gdy straciły swoje dzieci. Jaka ogromna musiała być ich rozpacz. Taka potrafi być miłość matki. I taka może być rozpacz po utracie dziecka. Nagle wszystko przestaje być ważne, przestaje się liczyć. Jest tylko jedno: ból i uczucie pustki.

Wdowa i prorok Eliasz

Trzeba uświadomić sobie tę otchłań nieszczęścia, żeby zrozumieć, co tak naprawdę zdarzyło się w domu wdowy, u której mieszkał Eliasz. Mimo obecności proroka,... Czytaj więcej


strzałka do góry