Rozważanie na 02.02.2014r.

Boże światło

Pewien człowiek zwierzył mi się: „Moje życie było jedną wielką gonitwą. Biegłem nie wiadomo po co, za czym i gdzie. Wszystko zaczęło się od jednej małej firmy. Potem pieniądz nakręcał pieniądz, firma rozrastała się. Ja coraz mniej spałem, coraz więcej pracowałem i powoli odczłowieczałem się. Stawałem się robotem ukierunkowanym na zarabianie pieniędzy. Dom stał się noclegownią, żona służącą, a dzieci… nawet trudno znaleźć adekwatne określenie. I wtedy jak grom spadła na mnie wiadomość, że mama jest umierająca. Odwołałem wszystkie spotkania i pojechałem do szpitala. Obok łóżka mamy spotkałem brata i siostrę ze swoimi małżonkami. Brat z wyrzutem w głosie zapytał mnie o moją nieobecność podczas choroby mamy. I kiedy wywiązała się miedzy nami ostra dyskusja, mama otworzyła oczy i bardzo cichym głosem zapytała mnie o to, co ja w życiu osiągnąłem. To pytanie powtarzane przez mamę kilkakrotnie wyzwoliło we mnie refleksję, że mama nie pytała mnie o dobra materialne. Z tym pytaniem na ustach mama umarła. Tego samego dnia przechodziłem obok kościoła. Kierowany jakąś wewnętrzną siłą wszedłem do środka. Świątynia była pusta, ciemna, o bardzo surowym wystroju wnętrza. Klęcząc w jednej z ławek, wpatrywałem się w świecznik, który stał przed jednym z obrazów. Z powodu braku światła nie mogłem dostrzec malowidła. Skupiłem się więc na świecy, na jej maleńkim drżącym płomieniu. Ten maleńki płomień zaczął oświetlać całe moje dotychczasowe życie. W sercu powróciło pytanie mamy”.

Bóg Ojcem

Święto Ofiarowania Pańskiego, które dziś obchodzimy, to wspomnienie dnia, kiedy Maryja wypełnia nałożony na nią żydowskim prawem obowiązek przyniesienia pierworodnego do świątyni. Był to znak, że dziecko nie należy do rodziców, ale jest własnością Boga. Współczesny człowiek zafascynowany swoimi zdolnościami, ukierunkowany na sukces i egoizm zapomina często o tym. Żyje w przekonaniu, że wszystko, co posiada, to tylko jego zasługa. Dzisiejszy człowiek kreuje się na pana życia i śmierci. W imię źle rozumianej wolności daje sobie prawo bycia bogiem dla siebie i dla innych. Zapomina o słowach zapisanych w Liście do Rzymian, że we wszystkim należy do Pana. Gdy staje się rodzicem, nie potrafi dostrzec, że powinien ofiarować swoje dziecko Bogu, bo przecież to On jest jego prawdziwym Ojcem. Powstaje więc pytanie, jeśli nie Bogu, to komu, albo czemu poświęcamy swoje dzieci? Grzech rodziców tkwi w tym, że u swoich pociech zupełnie ignorują przestrzeń duchową zarezerwowaną Bogu, a nawet coraz częściej wprowadzają w nią inne „bożki”. Można powiedzieć, że zamiast Bogu, dziecko „ofiarowywane” jest karierze, osiągnięciom sportowym, kółkom teatralnym, a często także ulicy. Po dziecko, które nie jest własnością Boga, wyciąga swoje ręce zło. A po latach rodzice płaczą nad swoimi dziećmi i nie pamiętają, że sami zaniedbali swego rodzicielskiego obowiązku.

Podtrzymywać światło

W dniu dzisiejszym Kościół święci gromnicę. Jest ona znakiem światła, które Chrystus przyniósł na ziemię. Jest ona jednocześnie zapowiedzią światła, które zaświeci w Wigilię Paschalną, aby rozświetlić noc, po której nastąpi wielkanocny poranek.
Nasza gromnica została zapalona podczas chrztu. Od tej chwili człowiek ma iść przez życie prowadzony tym światłem. Ten płomień ma rozświetlać drogę życia.
Ma być nie tylko źródłem światła, ale także źródłem ciepła, które będzie nieustanie rozgrzewać nasze serca. Tylko serce rozgrzane Miłością Boga potrafi tą miłością promieniować i przekazywać w ten sposób ciepło bliźnim. Czerpiąc z tego światła, my także mamy stawać się światłem dla innych. Szczególnie rodzice mają być światłem dla swoich dzieci.

Światło w nas

Zauważmy także, że płomień świecy zawsze drży i zawsze kieruje się ku górze.
Chciejmy dziś w ciszy domowego ogniska zapalić ponownie nasze gromnice. Zapatrzmy się w ten drżący płomień i jak mężczyzna z mojego opowiadania zapytajmy siebie o Boże światło w naszym życiu i o dostrzeganie Boga w codzienności.


strzałka do góry