Rozważanie niedzielne – 05.06.2016r.

Bóg z wszystkiego wyprowadza dobro

W dzisiejszej Ewangelii byliśmy świadkami wielkiego cierpienia kobiety po śmierci dziecka. Pan Jezus pochyla się nad cierpiącą kobietą i obdarza życiem jej syna. Nie ma chyba większej tragedii dla rodziców jak śmierć dziecka. W Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach w każdy drugi piątek miesiąca odprawiane są nabożeństwa dla rodziców opłakujących śmierć swoich dzieci. Przychodzą oni po to, by prosić Jezusa o umocnienie. Równocześnie dają piękne świadectwo przyjęcia cierpienia z Bogiem. Pan Jezus, wskrzeszając zmarłych, chciał ukazać, że jest Panem życia i śmierci. I pragnął przygotować ludzi na największy cud – swoje zmartwychwstanie. Chrystus obiecuje nam coś bardziej cudownego, niż to, co uczynił dla młodzieńca z Nain, córki Jaira czy Łazarza, którym przywrócił życie. Po wskrzeszeniu wszyscy oni kiedyś zestarzeli się i umarli. Natomiast nam obiecuje Pan Jezus życie, które nigdy się nie skończy – życie wieczne. Dla wierzącego człowieka śmierć nie jest już żadną przegraną, nie jest klęską, która zamyka i kończy wszystko, śmierć jest zwycięstwem, które otwiera przed nami perspektywę nowego Bożego życia. W Chrystusie śmierć traci swoją zabójczą moc. Doświadczenie śmierci bliskiej osoby jest wielkim bólem, ale nawet z tak ciężkiego doświadczenia Bóg przy naszej współpracy może wyprowadzić dobro. Przekładem tego jest matka, która pozostawiła następujące świadectwo: „Minęły dwa lata od dnia, w którym straciliśmy naszego jedenastomiesięcznego synka, Dereka. Całe jego krótkie życie upłynęło na oddziałach intensywnej... Czytaj więcej

Rozważanie niedzielne – 29.05.2016r.

Wiara i herezja

Różne trudności miał św. Paweł ze wspólnotami, które założył. Ale niewiele spraw tak go zirytowało, jak sytuacja wśród mieszkańców Galacji. Dwie wizyty Apostoła Narodów na tym terenie przyniosły piękne owoce. Wielu pogan przyjmowało wiarę i chrzest. Problem zaczął się nieco później, gdy pojawili się w młodych wspólnotach chrześcijańskich ludzie, którzy próbowali przekonać do własnych rozwiązań: Jezus wyznawał judaizm, więc jeśli chcecie być Jego uczniami, musicie przyjąć obrzezanie. I wielu poszło za tym pomysłem.

Św. Paweł nie mógł tego tak zostawić. Pisze list. Chyba najbardziej wojowniczy ze wszystkich. „Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową” (Ga 1, 6). A potem jeszcze dwukrotne „przeklęty” pod ich adresem. Mocne.

Ciekawostka historyczna? Nas przecież nikt nie namawia do obrzezania… Czy możemy mieć z tym coś wspólnego?

Mnie przecież bliżej do setnika z dzisiejszej Ewangelii. Jezus pochwalił jego wiarę. Powinien pochwalić i moją. W końcu wierzę, prawda? Więc o co jeszcze chodzi?

Problem w tym, że przeciwnicy Pawła też byli wierzący. I o tych wierzących... Czytaj więcej

Rozważanie na niedzielę Trójcy Świętej

Znak krzyża – znak Trójcy

Często w niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego nasza wiedza i inteligencja wystawiana jest na poważną próbę. Niedziela Trójcy Przenajświętszej. Osoby, natury, wyjaśnienia, obrazy i temu podobne, żeby chociaż trochę przybliżyć to, czego i tak nie da się zrozumieć.

Ale dzisiaj będzie prosto. Przynajmniej z pozoru. Pierwsze i najpopularniejsze nasze wyznanie wiary. Pierwsza modlitwa, której się nauczyliśmy. Wielu z nas umiało ją na długo przed tym, jak nauczyliśmy się mówić. Znak krzyża. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego (robimy znak krzyża). Tak zaczynamy prawie wszystkie nasze spotkania z Bogiem. Znak krzyża zrobiliśmy, kiedy wchodziliśmy do naszej świątyni, w drzwiach, a potem od niego zaczęliśmy Eucharystię. Właściwie oczywisty. No bo w sumie o czym tu mówić? Kto nie rozumie, co to znaczy się przeżegnać? A jednak – to skondensowane wyznanie wiary, zbiera wszystko, co dla nas najważniejsze, prawdę o Bogu i o dziele zbawienia.

Znak krzyża. Trochę traktowany po macoszemu. Niby obecny, ale rzadko robiony świadomie. Gdzieś tam w tle, bo prawdziwa modlitwa to dopiero się zacznie po nim. A gdyby spojrzeć dokładniej?

Zacznijmy od samego gestu, a więc od modlitwy naszego ciała. Tak to czasem jest, że serce czy rozum nie za bardzo są gotowe na modlitwę, ale na przykład ręka czy zgięte kolano oddają chwałę Bogu. I trzeba przyznać, że dla wielu przeżegnanie się to właściwie tylko modlitwa ręki. Zawsze to coś, chociaż do... Czytaj więcej


strzałka do góry