Rozważanie na niedzielę 30 października

Serce moje weź!

Ewangelia, Dobra Nowina – czy to w wersji św. Łukasza, w tym ostatnim zdaniu: Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to, co zginęło (19, 10), któreśmy sobie przed chwilą przypomnieli, czy w wersji św. Jana, cośmy śpiewali przed Ewangelią – ukazuje się nam w całej pełni swej dobroci i niezwykłości. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16).

Uświadamiamy sobie, że to jest serce Dobrej Nowiny, a w nim pulsuje serce samego Boga, który w tak niezmierzony i niewypowiedziany sposób miłuje każdego z nas, i to bez względu na to, kim jesteśmy. Dla Boga nie ma znaczenia, czy ktoś jest mały, czy wielki; bogaty czy biedny; zdrowy czy chory; czy jest mężczyzną, czy kobietą; czy żyje w takim lub innym kraju. I wreszcie to, co może najbardziej zastanawiać: dla miłującego Boga nie jest ważne, czy ktoś jest Mu posłuszny we wszystkim i Go kocha, czy też pogubił się w życiu i jest grzesznikiem. Bóg bowiem darzy wszystkie swoje dzieci taką samą miłością! Cieszy się tym, który się rozwija i rozkwita w blasku Jego miłości, bo ją przyjął i żyje w jej promieniach; szuka zaś tego, który się gdzieś przed nim chowa i przebywa w ciemności.

Jest to niezwykła prawda o naszym Bogu, którego wielkość tak pięknie opiewa autor Księgi Mądrości: Świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co opadła na ziemię (11, 22). Jesteśmy tak mali jak kropla rosy – a Bóg widzi w tej... Czytaj więcej

Rozważanie niedzielne – 23.10.2016r.

Znaczenie modlitwy

Posłuchajmy najpierw, co o swojej modlitwie mówi pewna kobieta: „Pierwszych modlitw nauczyła mnie oczywiście matka: Ojcze nasz, Zdrowaś, Wierzę, Dziesięć Przykazań, Aniele Boży Stróżu mój i krótka modlitwa o zdrowie dla rodziny. Jak jest dziś? Dziś jestem przytłoczona obowiązkami i modlitwa zeszła na margines. Mój dzień od rana do wieczora jest taki sam, że ciągle jestem wśród ludzi: od rana małe dzieci (one mnie budzą i już o modlitwie nie ma mowy) – potem wszystko szybko, co trzeba w domu zrobić, i do pracy. Praca to szpital. Zdarza się, że w czasie pracy są momenty, że można posiedzieć cicho lub choćby pomyśleć akt strzelisty albo parę słów własnych do Boga. Ale nie często te chwile tak wykorzystuję. Po prostu powoli przywykam nie modlić się. Przypominam sobie o modlitwie, kiedy jestem już w łóżku i wtedy mówię Ojcze nasz, Zdrowaś albo jakieś westchnienie do Serca Pana Jezusa – bo mi już się oczy kleją i nie mam sił na więcej” (Bezimienni mówią o modlitwie, Kraków 1982, s. 91).

O. Jan Beys, długoletni misjonarz w Kanadzie, w jednym z wywiadów tak powiedział o bł. Eugeniuszu de Mazenod: „Co mnie skłoniło, by uważać go za człowieka Bożego? Był człowiekiem modlitwy, zawsze wierny ćwiczeniom duchownym, niestroniącym od różnych obowiązków, niekiedy bardzo absorbujących. Jako człowiek czynu miał tylko jeden cel: Bóg, Kościół i zbawienie dusz”.

Dzisiejsza Liturgia słowa poucza wierzących w Chrystusa, jak... Czytaj więcej

Rozważanie niedzielne – 16.10.2016r.

Wiara i modlitwa

Księga Wyjścia opowiada, jak to Mojżesz wypraszał zwycięstwo nad Amalekitami, trzymając ręce podniesione do góry. Ileż to ręce człowieka mogą powiedzieć, zwłaszcza te mocno spracowane. Trzeba tylko dobrze się im przypatrzeć. Chyba nie będzie żadnej przesady, jeśli powiemy, iż przez nie wypowiada się człowiek. Każdy człowiek, także kapłan, misjonarz, siostra zakonna. Każdy ruch czy gest człowieka coś oznacza, coś wyraża. Wielu ma ręce utrudzone, umęczone.

Szczególnie przykra jest niewdzięczność ludzi, dla których się pracuje. Jak musi być nieprzyjemnie duszpasterzowi, jeśli zamiast modlitwy w jego intencji, słyszy na swój temat plotki i oszczerstwa. Nie może na wdzięczność liczyć misjonarz pracujący gdzieś daleko. Jakże wielu nie mogło dogadać się z tubylcami, a niektórzy z własnymi przełożonymi kościelnymi czy władzami państwowymi. Ale byli na ogół wytrwali, bo wiedzieli, że pracują dla Pana. A On ceni wytrwałych i jest najsprawiedliwszym sędzią. Są też ręce opuszczone, bezradne, załamane. Czasami zdarza się, że ktoś przez lata przygotowywał się do wyjazdu na misje do Afryki czy Ameryki Południowej. Wytrwale uczył się trudnego języka, a tu nagle z powodu tropikalnej choroby, niejednokrotnie załamany musi wrócić do kraju ojczystego i zająć się innymi zadaniami. Ale są też ręce delikatne i promieniujące dobrocią, rozdające chleb potrzebującym.

Piękna jest scena podniesionych rąk Mojżesza. Te dwie ręce są zwrócone do Boga Najwyższego – gdyż wedle słów refrenu... Czytaj więcej


strzałka do góry