Rozważanie niedzielne – 23.10.2016r.

Znaczenie modlitwy

Posłuchajmy najpierw, co o swojej modlitwie mówi pewna kobieta: „Pierwszych modlitw nauczyła mnie oczywiście matka: Ojcze nasz, Zdrowaś, Wierzę, Dziesięć Przykazań, Aniele Boży Stróżu mój i krótka modlitwa o zdrowie dla rodziny. Jak jest dziś? Dziś jestem przytłoczona obowiązkami i modlitwa zeszła na margines. Mój dzień od rana do wieczora jest taki sam, że ciągle jestem wśród ludzi: od rana małe dzieci (one mnie budzą i już o modlitwie nie ma mowy) – potem wszystko szybko, co trzeba w domu zrobić, i do pracy. Praca to szpital. Zdarza się, że w czasie pracy są momenty, że można posiedzieć cicho lub choćby pomyśleć akt strzelisty albo parę słów własnych do Boga. Ale nie często te chwile tak wykorzystuję. Po prostu powoli przywykam nie modlić się. Przypominam sobie o modlitwie, kiedy jestem już w łóżku i wtedy mówię Ojcze nasz, Zdrowaś albo jakieś westchnienie do Serca Pana Jezusa – bo mi już się oczy kleją i nie mam sił na więcej” (Bezimienni mówią o modlitwie, Kraków 1982, s. 91).

O. Jan Beys, długoletni misjonarz w Kanadzie, w jednym z wywiadów tak powiedział o bł. Eugeniuszu de Mazenod: „Co mnie skłoniło, by uważać go za człowieka Bożego? Był człowiekiem modlitwy, zawsze wierny ćwiczeniom duchownym, niestroniącym od różnych obowiązków, niekiedy bardzo absorbujących. Jako człowiek czynu miał tylko jeden cel: Bóg, Kościół i zbawienie dusz”.

Dzisiejsza Liturgia słowa poucza wierzących w Chrystusa, jak... Czytaj więcej

Rozważanie niedzielne – 16.10.2016r.

Wiara i modlitwa

Księga Wyjścia opowiada, jak to Mojżesz wypraszał zwycięstwo nad Amalekitami, trzymając ręce podniesione do góry. Ileż to ręce człowieka mogą powiedzieć, zwłaszcza te mocno spracowane. Trzeba tylko dobrze się im przypatrzeć. Chyba nie będzie żadnej przesady, jeśli powiemy, iż przez nie wypowiada się człowiek. Każdy człowiek, także kapłan, misjonarz, siostra zakonna. Każdy ruch czy gest człowieka coś oznacza, coś wyraża. Wielu ma ręce utrudzone, umęczone.

Szczególnie przykra jest niewdzięczność ludzi, dla których się pracuje. Jak musi być nieprzyjemnie duszpasterzowi, jeśli zamiast modlitwy w jego intencji, słyszy na swój temat plotki i oszczerstwa. Nie może na wdzięczność liczyć misjonarz pracujący gdzieś daleko. Jakże wielu nie mogło dogadać się z tubylcami, a niektórzy z własnymi przełożonymi kościelnymi czy władzami państwowymi. Ale byli na ogół wytrwali, bo wiedzieli, że pracują dla Pana. A On ceni wytrwałych i jest najsprawiedliwszym sędzią. Są też ręce opuszczone, bezradne, załamane. Czasami zdarza się, że ktoś przez lata przygotowywał się do wyjazdu na misje do Afryki czy Ameryki Południowej. Wytrwale uczył się trudnego języka, a tu nagle z powodu tropikalnej choroby, niejednokrotnie załamany musi wrócić do kraju ojczystego i zająć się innymi zadaniami. Ale są też ręce delikatne i promieniujące dobrocią, rozdające chleb potrzebującym.

Piękna jest scena podniesionych rąk Mojżesza. Te dwie ręce są zwrócone do Boga Najwyższego – gdyż wedle słów refrenu... Czytaj więcej

Rozważanie niedzielne – 09.10.2016r.

Wdzięczność za uzdrowienie

Pionierem pracy wśród trędowatych był polski kapłan – misjonarz bł. o. Jan Beyzym. W 1898 roku przybył na Madagaskar i uważnie przyglądał się warunkom, w których przyszło mu żyć i pracować. Krytycznie oceniał złe traktowanie ludzi chorych na trąd przez ludność miejscową, jak i przez kolonizatorów francuskich. W listach tak pisał:

„W jednej stancji mieści się cała rodzina z całym swoim majątkiem, jaki tylko posiada. Odziewają się ci nieszczęśliwi, w co kto ma: znajdzie gdzie, jaki stary worek lub coś w tym rodzaju, i już odziany. Pożywienie ich stanowi ryż przeważnie, którego trochę dostają, co tydzień z misji. Oprócz ryżu misja dać im nic więcej nie może, bo żyjemy z jałmużny. Rząd dał dla trędowatych kawał gruntu (ziemia licha, potrzebująca wiele uprawy, żeby coś poczciwego wydała), ale nic prócz tego. Ci spomiędzy chorych, co jeszcze mogą pracować, grzebią trochę tę ziemię i sadzą, co mogą dostać, np. maniok, pataty (rodzaj ziemniaków), fasolę, kukurydzę itp. Jednym słowem, nędza straszna, chodzą biedacy i świecą ranami, bo owinąć nie ma czym”.

„Rząd i krajowcy nie uważają trędowatych za ludzi, tylko za jakieś wyrzutki społeczeństwa ludzkiego. Wypędzają ich z miast i wsi, niech idą, gdzie chcą, byleby nie byli między zdrowymi – u nich trędowaty, to trędowaty, ale nie człowiek. Wielu z tych nieszczęśliwych włóczy się po bezludnych miejscach, póki mogą, aż wreszcie wycieńczeni padają i giną z głodu, przy drogach wielu żebrze,... Czytaj więcej


strzałka do góry