Rozważanie niedzielne – 06.11.2016r.

Uwierzyć w życie wieczne

Gdy król Henryk VIII ogłosił się głową Kościoła w Anglii, jego decyzji nie uznał św. Tomasz Morus, zajmujący wysoki urząd kanclerza. Za to wtrącono go do więzienia i próbowano represjami zmusić do zmiany stanowiska. W końcu posłano do niego jego rodzinę. W czasie spotkania żona błagała go na klęczkach, aby tak jak cała Anglia stanął przy królu. On wówczas zapytał ją, ile jeszcze według niej może pożyć. Ona odparła, że przynajmniej dwadzieścia lat. Na to św. Tomasz odrzekł pytaniem, czy rozsądnym byłoby zamienić wieczność na dwadzieścia lat doczesności?

Wielu ludzi ceni życie doczesne tak bardzo, iż nie uznają wieczności. Grób dla nich stanowi definitywny kres. Po nim nie ma już niczego. Dlatego też starają się z pobytu na ziemi wydobyć jak najwięcej przyjemności.

Gdyby życie ludzkie można było zamknąć w ziemskich ramach, to Pan Jezus poświęciłby swoje siły na wskrzeszanie umarłych. On jednak dokonał tego cudu jedynie trzykrotnie, aby okazać współczucie cierpiącym. Przede wszystkim zaś uczynił to w tym celu, aby przygotować uczniów na swoje zmartwychwstanie. Wskrzeszeni musieli przecież powrócić do życia ziemskiego i umierać po raz wtóry. Śmierć nie ma być przejściem z doczesności do doczesności, ale bramą do życia wiecznego.

Cóż wobec tego powinien czynić uczeń Chrystusa? Z dzisiejszej Ewangelii dowiadujemy się, że ma doskonalić więzy prawdziwej przyjaźni i miłości. Tutaj na ziemi... Czytaj więcej

Rozważanie na niedzielę 30 października

Serce moje weź!

Ewangelia, Dobra Nowina – czy to w wersji św. Łukasza, w tym ostatnim zdaniu: Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to, co zginęło (19, 10), któreśmy sobie przed chwilą przypomnieli, czy w wersji św. Jana, cośmy śpiewali przed Ewangelią – ukazuje się nam w całej pełni swej dobroci i niezwykłości. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16).

Uświadamiamy sobie, że to jest serce Dobrej Nowiny, a w nim pulsuje serce samego Boga, który w tak niezmierzony i niewypowiedziany sposób miłuje każdego z nas, i to bez względu na to, kim jesteśmy. Dla Boga nie ma znaczenia, czy ktoś jest mały, czy wielki; bogaty czy biedny; zdrowy czy chory; czy jest mężczyzną, czy kobietą; czy żyje w takim lub innym kraju. I wreszcie to, co może najbardziej zastanawiać: dla miłującego Boga nie jest ważne, czy ktoś jest Mu posłuszny we wszystkim i Go kocha, czy też pogubił się w życiu i jest grzesznikiem. Bóg bowiem darzy wszystkie swoje dzieci taką samą miłością! Cieszy się tym, który się rozwija i rozkwita w blasku Jego miłości, bo ją przyjął i żyje w jej promieniach; szuka zaś tego, który się gdzieś przed nim chowa i przebywa w ciemności.

Jest to niezwykła prawda o naszym Bogu, którego wielkość tak pięknie opiewa autor Księgi Mądrości: Świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co opadła na ziemię (11, 22). Jesteśmy tak mali jak kropla rosy – a Bóg widzi w tej... Czytaj więcej

Rozważanie niedzielne – 23.10.2016r.

Znaczenie modlitwy

Posłuchajmy najpierw, co o swojej modlitwie mówi pewna kobieta: „Pierwszych modlitw nauczyła mnie oczywiście matka: Ojcze nasz, Zdrowaś, Wierzę, Dziesięć Przykazań, Aniele Boży Stróżu mój i krótka modlitwa o zdrowie dla rodziny. Jak jest dziś? Dziś jestem przytłoczona obowiązkami i modlitwa zeszła na margines. Mój dzień od rana do wieczora jest taki sam, że ciągle jestem wśród ludzi: od rana małe dzieci (one mnie budzą i już o modlitwie nie ma mowy) – potem wszystko szybko, co trzeba w domu zrobić, i do pracy. Praca to szpital. Zdarza się, że w czasie pracy są momenty, że można posiedzieć cicho lub choćby pomyśleć akt strzelisty albo parę słów własnych do Boga. Ale nie często te chwile tak wykorzystuję. Po prostu powoli przywykam nie modlić się. Przypominam sobie o modlitwie, kiedy jestem już w łóżku i wtedy mówię Ojcze nasz, Zdrowaś albo jakieś westchnienie do Serca Pana Jezusa – bo mi już się oczy kleją i nie mam sił na więcej” (Bezimienni mówią o modlitwie, Kraków 1982, s. 91).

O. Jan Beys, długoletni misjonarz w Kanadzie, w jednym z wywiadów tak powiedział o bł. Eugeniuszu de Mazenod: „Co mnie skłoniło, by uważać go za człowieka Bożego? Był człowiekiem modlitwy, zawsze wierny ćwiczeniom duchownym, niestroniącym od różnych obowiązków, niekiedy bardzo absorbujących. Jako człowiek czynu miał tylko jeden cel: Bóg, Kościół i zbawienie dusz”.

Dzisiejsza Liturgia słowa poucza wierzących w Chrystusa, jak... Czytaj więcej


strzałka do góry