Rozważanie niedzielne – 31.08.2014r.

Chrystusowy krzyż i nasze krzyże codzienne

Fałszywe pocieszenia

„Pocieszanie” kobiety, która ma męża alkoholika słowami: „Niech pani patrzy na krzyż Chrystusa i dźwiga swój krzyż z cierpliwością” jest obrazą Pana Boga. Zamiast udzielać takich „rad” należałoby raczej uczynić wszystko, aby zaglądający do kieliszka mąż podjął terapię odwykową. Dopiero, gdy uczyniono wszystko, co możliwe, aby pomóc cierpiącej żonie i dzieciom, można wskazywać na krzyż.

Jezus najpierw niósł pomoc

Czy nie podobnie postępował Jezus? Chorym i cierpiącym, którzy zwracali się do Niego o pomoc, nie mówił o sensie i wartości cierpienia, ani o dźwiganiu krzyża, ale ich uzdrawiał, podnosił na duchu i umacniał. Dlatego każdy, kto szybko sięga po „dźwiganie krzyża” jako argument, powinien się zapytać, czy na pewno dobrze rozumie sens Chrystusowego krzyża.

Śmierć Jezusa na krzyżu

Śmierć Jezusa na krzyżu jest następstwem Jego orędzia i miłości Boga do człowieka i konsekwencją Jego życia i działania. Został zabity, bo pokazał swoim życiem, swoim nauczaniem, że Bóg jest przyjacielem życia i wrogiem cierpienia. Musiał być usunięty dlatego, że chciał prawdy, sprawiedliwości i szczęścia wszystkich ludzi.

Zaprzeć się siebie

Co to więc znaczy „zaprzeć się samego siebie”? Jak rozumieć zachętę, aby „brać swój krzyż i iść za Jezusem”?

Jan Paweł II w swoim orędziu na Światowy Dzień Młodzieży w 2001 r. tak odpowiada na to pytanie: Zaprzeć się samego siebie, znaczy zrezygnować z własnego planu, często ograniczonego i małostkowego, aby przyjąć plan Boży. I papież wyjaśnia dalej: Jezus nie żąda rezygnacji z życia, ale przyjęcia nowego i pełnego życia, które tylko On może dać. To jest potrzebne i konieczne, ponieważ w głębi jestestwa człowieka zakorzeniona jest skłonność do myślenia o sobie, stawiania siebie w centrum zainteresowania i do czynienia samego siebie miarą wszystkiego. Kto jednak idzie za Chrystusem, odrzuca tę postawę skupienia na sobie i nie ocenia wszystkiego z punktu widzenia własnej korzyści. Ocenia swoje życie w kategoriach bezinteresownego daru, a nie zysku i posiadania. Bo właśnie przez bezinteresowność, poprzez dar z siebie, człowiek staje się bardziej człowiekiem. Zaprzeć się samego siebie oznacza więc: nie ufać za bardzo sobie samemu, nie myśleć za dużo na swój temat, nie uważać własnego punktu widzenia za jedynie prawdziwy i słuszny.

Na czym polega niesienie własnego krzyża

„Brać krzyż, nieść krzyż i naśladować Jezusa…” nie jest gloryfikacją cierpienia jako środka, aby podobać się Bogu. Chrześcijanin nie szuka cierpienia, ale przyjmuje krzyż jako znak miłości i daru z samego siebie.

Różne ludzkie krzyże

Ale czy znamy swoje krzyże? Czy nie trzeba by tu powiedzieć, że krzyż niejedno ma imię? Jest nim cały ciężar bycia ułomną ludzką istotą, jest nim konieczność życia pośród grzesznego i grzeszącego świata. Krzyżem może być nieakceptacja osobistych talentów lub ich braku. Krzyżem jest brzemię grzechów i nieudane próby wyrwania się z ich niewoli. Krzyżem są wady i nałogi. Krzyżem jest odpowiedzialność za pracę, za rodzinę. Krzyżem są wielorakie bóle i rany naszej duszy. Szarość i monotonia codziennego bytowania, gdzie dzień do dnia podobny, to też krzyż. Inni ludzie, wypadki, jakie się nam zdarzają, sąsiad, który przyszedł nieproszony i przyniósł problemy, o które nie prosiliśmy, ból rodziców z powodu złego postępowania dzieci, smutek dzieci niekochanych – to też są krzyże. I choć każdy z nich jest inny, nie przestaje ciążyć, nie przestaje krzyżować nas i naszych planów. A mimo to jest naszym zbawieniem, jest naszą szansą… o ile podejmiemy go i będziemy nieść, podążając za Jezusem.

Znak sprzeciwu

Chrystusowy krzyż, jak całe chrześcijaństwo, jest znakiem sprzeciwu wobec ludzkiej logiki i „światowej“ mentalności. Mimo to bez niego nie można zrozumieć ludzkiego życia na ziemi, ani dziejów świata. Stanowi on bowiem niezbywalny epizod historii, stabilny punkt odniesienia. Nie można go wyrwać z gleby doczesnej historii, nie naruszając jej fundamentów (Ludmiła Grygiel, „Nauka krzyża”).


strzałka do góry